Nie mam zamiaru wybierać mniejszego zła. Kandydat który cieszył się moim poparciem odpadł już w pierwszej turze, pozostała w grze dwójka moim zdaniem na prezydenta nadaje się jak tak samo jak ja na kosmonautę.
Nie zgadzam się z ich poglądami a w dodatku jeden z nich jest zacofany i posiada niższe kwalifikacje od wielu studentów, którzy właśnie bronią swoje prace magisterskie (poza doświadczeniem oczywiście). Nie widzę więc powodu dla którego w lipcu powinienem udać się do urny wyborczej i poprzeć jednego z nich.
Pójdę na łatwiznę i stwierdzę, że całą winę za zaistniałą sytuacje w której mnóstwo ludzi jest zmuszona, albo nie głosować, albo wybrać mniejsze zło, ponoszą media, które wypromowały swoich dwóch kandydatów informując już kilka tygodni przed wyborami, że główna walka o stołek odbędzie się pomiędzy Bronkiem i Jarkiem. Tym samym sugerując, że każdy oddany głos na kogokolwiek innego będzie głosem straconym. ...