Dziś długo przeze mnie oczekiwana premiera tego filmu. Od razu po przebudzeniu siadłem do komputera i zarezerwowałem sobie bilet na seans o 14. Rezerwacji dokonywałem jako pierwszy bo miałem do wyboru całą sale kinową. Wybrałem sobie miejsce dokładnie po środku sali. Gdy o 13:50 wszedłem z bilecikiem i okularami do sali byłem lekko zaskoczony, że widzów jest tak mało. Razem ze mną na seans przyszło może ze 20 osób. Nawet mnie to ucieszyło, mogłem spokojnie zagłębić się w fabułę filmu. I do tego teraz przejdźmy.
Początkowe sceny mnie po prostu przeraziły...nie... nie wystraszyłem się jakiegoś wstrętnego zombiaka, wystraszyłem się, że pomyliłem filmy. Ale zaraz... wstęp mówił coś o wirusie, parasolce, i jakiejś lasce o imieniu Alice. To chyba to? Hmm tylko dlaczego wydaje mi się, że jestem na projekcji odświeżonej wersji Matrixa. Jakaś laska w skórzanym obcisłym (grrr...) wdzianku biega, skacze, strzela - pełen serwis. Zaraz potem ...